
Fot. MARIUSZ MAKOWSKI/AGENCJA GAZETA
Bez fajerwerków i festiwali ku czci - Henryk Mikołaj Górecki obchodzi 75. urodziny. Ślązacy pięknie zagrali mu Kwartety.
"Ja zawsze byłem wolny, robiłem, co chciałem, i czerpałem, skąd chciałem" - mówił na początku lat 90. Henryk Mikołaj Górecki, jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów, który pod koniec XX wieku stał się również jednym z najbardziej popularnych i docenianych twórców europejskich. A stało się tak za sprawą jego III Symfonii "Symfonii pieśni żałosnych", która podbiła świat w nagraniu Dawn Upshaw (sopran), London Sinfonietty i Davida Zinmana. Płyta wydana w 1992 r., regularnie grana przez komercyjną stację z muzyką poważną Classic FM, odniosła niespodziewany sukces. Piętnaście lat po premierze III Symfonia zaczęła żyć własnym życiem - nagranie firmy Nonesuch sprzedało się do dziś w ponadmilionowym nakładzie, stając się największym komercyjnym sukcesem polskiej muzyki współczesnej, otwierając przed Góreckim największe sale koncertowe świata. Ale przecież Górecki to nie tylko III Symfonia...
Kompozytor, urodzony w Czernicy k. Rybnika (6 grudnia 1933 r.), zaczynał na przełomie lat 50. i 60. jako zdeklarowany awangardzista. Później w jego dziełach zaczęła dominować redukcja, upraszczanie brzmień i wreszcie całkowity zwrot ku przeszłości, dużym formom i tekstom religijnym (od kompozycji "Ad Matrem" z 1971 r.). Góreckiego nie daje się jednak łatwo klasyfikować, a on sam nam tego nie ułatwia: "Nie zmieniałem ubrania rewolucjonisty na habit franciszkański, ja nigdy nie miałem ubrania rewolucjonisty ani habitu".
Muzyka Góreckiego epatuje silnymi, czystymi emocjami, ale także logiką - pozornie prosta, obsesyjnie powraca do ulubionych zwrotów melodycznych czy charakterystycznych rytmów (stąd porównania z amerykańską minimal music), uwielbia szorstkość i naturalność muzyki ludowej. Górecki potrafi przekonać do siebie nawet najbardziej opornych - także kierowców ciężarówek, którzy non stop, w nocy i nad ranem, słuchali przez radio jego "Trzeciej".
Na 75. urodziny wytwórnia EMI Music Poland przy udziale Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego opublikowała komplet kwartetów naszego kompozytora. Piękny to podarunek, zwłaszcza że utwory wykonuje Kwartet Śląski. "Początek lat 80. - pisze Adrian Thomas, znawca Góreckiego i nowej polskiej muzyki - dramatyczny dla Polski, również dla Góreckiego był okresem trudnym wskutek poważnych kłopotów zdrowotnych, i sytuacja ta niewątpliwie przyczyniła się do sięgnięcia przezeń do bardziej osobistej formy muzyki kameralnej". Kwartety - powstałe na zamówienie amerykańskiego Kronos Quartet - należą do najlepszych utworów kompozytora. "To dzięki Beethovenowi mogłem je napisać" - twierdzi Górecki. "Pierwszy" (1988) - pełny spiętrzonych, obsesyjnie powtarzanych motywów przypominających brzmienie kapeli góralskiej - wykorzystuje cytat z pieśni "Już się zmierzcha" Wacława z Szamotuł. W "Drugim" (1991) - słyszymy motyw kolędy "Cicha noc". Tytuł "Trzeciego" (ukończonego w 1994 r., ale dopuszczonego do wykonania dopiero w 2005!) - "Pieśni śpiewają" - został wzięty z wersu rosyjskiego futurysty Wielimira Chlebnikowa: "Gdy umierają ludzie - pieśni śpiewają". Komplet układa się w pasjonującą opowieść - od drapieżności i eksplozji po melancholijność i introwertyzm. Dzięki znakomitej interpretacji Kwartetu Śląskiego mamy tu niegasnące napięcia, kontrasty, zmagania żywiołów: jest piękno i deformacja, spokój i chropowatość, gniew i wzruszenia.
Ot, i cały Górecki.
Życzymy 100 lat.
Henryk Mikołaj Górecki - Kwartety (komplet), wyk. Kwartet Śląski (EMI Classics)
Źródło: Jacek Hawryluk, Gazeta Wyborcza
Kompozytor, urodzony w Czernicy k. Rybnika (6 grudnia 1933 r.), zaczynał na przełomie lat 50. i 60. jako zdeklarowany awangardzista. Później w jego dziełach zaczęła dominować redukcja, upraszczanie brzmień i wreszcie całkowity zwrot ku przeszłości, dużym formom i tekstom religijnym (od kompozycji "Ad Matrem" z 1971 r.). Góreckiego nie daje się jednak łatwo klasyfikować, a on sam nam tego nie ułatwia: "Nie zmieniałem ubrania rewolucjonisty na habit franciszkański, ja nigdy nie miałem ubrania rewolucjonisty ani habitu".
Muzyka Góreckiego epatuje silnymi, czystymi emocjami, ale także logiką - pozornie prosta, obsesyjnie powraca do ulubionych zwrotów melodycznych czy charakterystycznych rytmów (stąd porównania z amerykańską minimal music), uwielbia szorstkość i naturalność muzyki ludowej. Górecki potrafi przekonać do siebie nawet najbardziej opornych - także kierowców ciężarówek, którzy non stop, w nocy i nad ranem, słuchali przez radio jego "Trzeciej".
Na 75. urodziny wytwórnia EMI Music Poland przy udziale Polskiego Wydawnictwa Audiowizualnego opublikowała komplet kwartetów naszego kompozytora. Piękny to podarunek, zwłaszcza że utwory wykonuje Kwartet Śląski. "Początek lat 80. - pisze Adrian Thomas, znawca Góreckiego i nowej polskiej muzyki - dramatyczny dla Polski, również dla Góreckiego był okresem trudnym wskutek poważnych kłopotów zdrowotnych, i sytuacja ta niewątpliwie przyczyniła się do sięgnięcia przezeń do bardziej osobistej formy muzyki kameralnej". Kwartety - powstałe na zamówienie amerykańskiego Kronos Quartet - należą do najlepszych utworów kompozytora. "To dzięki Beethovenowi mogłem je napisać" - twierdzi Górecki. "Pierwszy" (1988) - pełny spiętrzonych, obsesyjnie powtarzanych motywów przypominających brzmienie kapeli góralskiej - wykorzystuje cytat z pieśni "Już się zmierzcha" Wacława z Szamotuł. W "Drugim" (1991) - słyszymy motyw kolędy "Cicha noc". Tytuł "Trzeciego" (ukończonego w 1994 r., ale dopuszczonego do wykonania dopiero w 2005!) - "Pieśni śpiewają" - został wzięty z wersu rosyjskiego futurysty Wielimira Chlebnikowa: "Gdy umierają ludzie - pieśni śpiewają". Komplet układa się w pasjonującą opowieść - od drapieżności i eksplozji po melancholijność i introwertyzm. Dzięki znakomitej interpretacji Kwartetu Śląskiego mamy tu niegasnące napięcia, kontrasty, zmagania żywiołów: jest piękno i deformacja, spokój i chropowatość, gniew i wzruszenia.
Ot, i cały Górecki.
Życzymy 100 lat.
Henryk Mikołaj Górecki - Kwartety (komplet), wyk. Kwartet Śląski (EMI Classics)
Źródło: Jacek Hawryluk, Gazeta Wyborcza
















