
Tides from Nebula, fot.mat.prasowe
Myślę, że dla każdego szczerego muzyka, to co tworzy jest uzewnętrznieniem emocji, które znajdują się z nim samym.
Kamil Downarowicz: Na rynku ukazała się właśnie wasza debiutancka płyta "Aura". Gdybyście mieli zachęcić ludzi do jej kupna, to jakbyście ją zarekomendowali?
Maciej Karbowski (gitarzysta, klawiszowiec): Myślę, że przede wszystkim należy spróbować posłuchać naszej muzyki. A czy się spodoba? Wszystko jest kwestią gustów muzycznych, aczkolwiek mamy to szczęście, iż do tej pory zarówno słuchacze jak i krytycy są nam bardzo przychylni.
Aura jest zjawiskiem polegającym na obserwacji niematerialnych kolorów oraz kształtów otaczających ludzi i przedmioty. Czy muzyka, którą gracie stanowi dla Was taką właśnie aurę?
A to ciekawa interpretacja. Mieliśmy na myśli raczej aurę pogodową, która może być zróżnicowana i zmienna, ale Twoja definicja bardzo mi się podoba, jest bardziej osobista i introwertyczna.
W Waszej twórczości można doszukać się wielu skrajnych emocji. Od ekstatycznego szczęścia, po stany niemal głębokiej depresji. Czy muzyka, którą prezentujecie, jest w jakiś sposób historią o Waszym wnętrzu, o tym co w Was siedzi?
Myślę, że dla każdego szczerego muzyka, to co tworzy jest uzewnętrznieniem emocji, które znajdują się w nim samym. Nasza muzyka jest mieszanką emocji czterech osób tworzących Tides from Nebula, a ponieważ emocje bywają różne, taka też jest nasza twórczość.
Zastanawia mnie okładka "Aury". Widzimy na niej drzewo, które szargane jest ogromnymi podmuchami wiatru. Mimo tego nadal stoi, nie ugina się sile natury. Czy jest to jakaś głębsza metafora?
Jest to nawiązanie do tytułowej aury. Drzewo symbolizuje siłę zarówno jego samego, jak i potęgę żywiołów. Tematyka kosmosu, ziemi, różnych ciekawych zjawisk niezmiernie, nas interesuje i buduje bardzo dobry klimat do tworzenia.
Jak trafiliście do Rockers Publishing?
Rafał z Rockersa był ze stoiskiem swojej wytwórni na koncercie Neuro Music we Wrocławiu. Zobaczył nasz koncert i poprosił o kontakt. Zadzwoniliśmy, pogadaliśmy i w ten sposób udało nam się doprowadzić do podpisania umowy, na razie na dwie płyty. Oczywiście jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi.
Wiele osób, które zna zespół, twierdzi, że brakuje w nim wokalu. Czy jest szansa na to, by w przyszłości usłyszeć Tides From Nebula z wokalistą?
Zaskakujące stwierdzenie. Na naszej drodze spotkaliśmy bardzo niewiele osób, które tak sądziły, ale nie przeszkadzają nam takie głosy. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy się na tyle rozwijać muzycznie, że takich opinii będzie coraz mniej. Nie, nie sądzę, by TfN kiedykolwiek można było usłyszeć z wokalem.
Porozmawiajmy chwilę o odbywającym się niedawno we Wrocławiu Asymmetry Festival. Wygraliście tam konkurs publiczności, zagraliście przed takimi zespołami jak This Will Destroy You czy Minsk. Czyżby pierwszy poważniejszy sukces, zapowiadający świetlaną przyszłość?
Nie można nie wspomnieć o naszych kolegach z Blindead, którzy dali niesamowity występ. Oczywiście wspominamy to jako ważny i bardzo szczęśliwy dla nas moment, a czy to będzie początek czegoś większego? Oby!
Nagrodą w konkursie Asymmetry była sesja nagraniowa. Kiedy można się jej spodziewać i co będzie jej owocem?
Ciężko mówić o jakiś konkretnych terminach w tym momencie. Chcemy wykorzystać tę sesję nagraniową na nagranie drugiego albumu, a kiedy materiał będzie gotowy? Myślę, że najwcześniej w 2010 roku.
Publiczność we Wrocławiu żegnała zespół długimi brawami. Czy wszystkie koncerty kończą się w taki właśnie sposób?
Tak jak wspominałem wcześniej, mamy wielkie szczęście do publiczności, co nas bardzo cieszy. Zasadniczo koncerty to jest to, co najbardziej lubimy i do tej pory spotykamy się z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony publiki. W tym momencie chciałbym bardzo podziękować ludziom, którzy przychodzą na nasze koncerty.
Pochodzicie z Warszawy, czy Waszym zdaniem łatwiej jest zaistnieć kapeli z dużej metropolii niż z małego miasteczka?
Ciężko powiedzieć. Są plusy i minusy mieszkania w dużym mieście. Na pewno łatwiej początkującym kapelom znaleźć ludzi do wspólnego grania, salę prób i kluby, gdzie można zagrać koncert. Ale czy łatwiej zaistnieć? W samej Warszawie jest sto milionów zespołów, jest wiele opcji do wyboru, codziennie kilka koncertów, mnóstwo się dzieje, przez co ciężko jest grać koncerty przy pełnej sali.
Czy myślicie o graniu poza granicami naszego kraju? Macie już jakieś pomysły?
Powoli przymierzamy się do zagranicznych koncertów. Szukamy różnych możliwości, mamy nadzieje, że uda się zaprezentować na żywo poza granicami Polski.
Rozmawiał: Kamil Downarowicz












