Infomuzyka
http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/pbg-infomuzyka.gif

Muzyka >  Jazz

Od punku do jazgoczącego jazzu

Contemporary Noise Sextet

Contemporary Noise Sextet - okładka płyty

Contemporary Noise Sextet to jeden z najbardziej obiecujących zespołów jazzowych młodego pokolenia. Jego oryginalność potwierdza najnowsza płyta

Zaczynali od rewelacyjnej punkowej formacji Something Like Elvis i zawojowali muzyczny rynek. Po kilku latach zespół się rozpadł, ale bracia Kapsowie (pianista Kuba i perkusista Bartek) założyli Contemporary Noise Quintet i równie wielkim przebojem wdarli się na scenę polskiego jazzu. Krytycy entuzjastycznie przyjęli płytę "Pig Inside The Gentleman". Muzyka genialnie balansująca na granicy jazzu, jazz-rocka i transu z odrobiną krwistego noise'u spod znaku najostrzejszych japońskich kapel.

Świetną kondycję oraz wciąż niewyczerpaną chyba inwencję młodych muzyków dowodzi ich najnowsze nagranie "Unaffected Thought Flow". Rozszerzony już do sekstetu zespół (obok braci Kapsów grają tu Wojciech Jachna - trąbka, Tomasz Głazik - saksofon, Kamil Pater - gitara, Patryk Węcławek - bas) zabiera nas w podobne rejony, choć zdecydowanie więcej tu muzycznej przestrzeni, szalonych i totalnych improwizacji oraz jazzowego jazgotu.

Odwołania do najlepszych dokonań elektrycznego Milesa Davisa czy Erika Truffaza są oczywiste, choć dla muzyków Contemporary Noise Sextet to tylko punkt wyjścia. Inspiracja z dawnych lat, która pozostawiła w ich kompozycjach drobny ślad. Wszystko, co poza tym, to spontaniczna improwizacja oraz niezwykle spójne i oryginalne brzmienie wymykające się dalszym porównaniom.

Unaffected Thought Flow, Contemporary Noise Sextet, Electric Eye Records 2008
Tomasz Handzlik: Zastanawia mnie tytuł waszej debiutanckiej płyty - ?Pig Inside The Gentleman?...

Kuba Kapsa: W każdym chyba facecie jest trochę świni i trochę dżentelmena.

Naprawdę jesteście jazzmanami, przecież zaczynaliście od hardcore punkowej formacji Something Like Elvis?

To było nasze pierwsze w miarę poukładane granie, a także początek muzycznej kariery. Było ostro i głośno, czasem nawet bardzo. Ale czy byliśmy wtedy jazzmanami? Raczej nie.

W waszych utworach pobrzmiewają wpływy elektrycznego Milesa Davisa i Erika Truffaza połączone z freejazzowymi odlotami w stylu Petera Brötzmanna i muzyką współczesną. To wasza definicja nowoczesnego jazzu?

Nie chcę definiować, czym jest współczesny jazz, bo jest on w tej chwili bardzo pojemnym kierunkiem. To chyba najbardziej otwarta muzyka ze wszystkich, a przez to trudna do sklasyfikowania. Dlatego poruszając się na gruncie muzyki improwizowanej, można robić tak naprawdę wszystko. Z muzyką rockową nie jest już tak łatwo. Tam dominują zwrotkowo-refrenowe schematy.

Skąd nazwa Contemporary Noise Sextet? Przecież wasza muzyka nie jest hałaśliwa.


Kiedy mieliśmy po 18 lat, uważaliśmy, że to, co gramy, to właśnie noise. Dziś nie próbujemy już odwoływać się do tego nurtu, choć na koncertach robimy jeszcze sporo hałasu.

Prowadzicie niezależną wytwórnię, w której wydajecie m.in. swoje autorskie albumy. Nie udało się przebić do gigantów muzycznego rynku?

Od początku planowaliśmy stworzenie własnego studia i wytwórni płytowej, dlatego nawet nie podejmowaliśmy rozmów z wielkimi wydawcami. Uznaliśmy, że to dla nas najlepsze rozwiązanie, co dało zresztą efekt sprzężenia zwrotnego, bo parę tygodni po premierze płyty "Pig Inside The Gentleman" odezwały się do nas dwie wytwórnie japońskie z propozycją kontraktów. Ale zawsze tak było, że polskich muzyków ceniono bardziej za granicą niż na własnym rynku. Wynika to pewnie ze stereotypowego myślenia i przyzwyczajenia, że lepiej promować coś zachodniego, bo na pewno jest bardziej wartościowe i się dobrze sprzeda.

A jak oceniasz młodą scenę polskiego jazzu?

Do studia Electric Eye, które prowadzimy, przyjeżdża sporo klasycznie wykształconych muzyków jazzowych. Są bardzo sprawni, ale mają problem z tym, że są ukształtowani przez szkołę. Potrafią świetnie grać z nut, skomponować muzykę w stylu Chopina czy Coltrane'a, ale ciężko im dopuścić do głosu samego siebie.

W polskiej szkole dominuje, niestety, sztampowe produkowanie muzyków rzemieślników. Odtwórców zamiast twórców. Brakuje nam tego, co daje na przykład szkoła norweska, która próbuje wydobyć z młodego muzyka to, co ma w sobie najlepszego. Ja jestem muzykiem samoukiem wychowanym na punk rocku. I najbardziej cenię sobie to, że nikt mi nigdy nie mówił, co mam grać.

Źródło: Tomasz Handzlik, Gazeta Wyborcza
  • wykop
Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Newsletter

O muzyce z pierwszej ręki: wydarzenia, koncerty, wywiady, teledyski, recenzje. Zobacz przykład
Co 10 osoba dostaje płytę!

Posłuchaj

Znam.to - wasze recenzje

Anna Maria Jopek - Skłamałabym

Singiel jak album OskarM.

"Anna Maria Jopek - Niebo"

To jest moje niebo OskarM.

Anna Maria Jopek "ID"

Najlepszy album AMJ OskarM.

Diana Krall - Quiet Nights

Genialna muzyka, genialne wykonanie Rigel

Mikromusic "Sennik"

Cudowne dźwięki xinka
Copyright © Agora SAO nasStaże u nasReklamaPrywatność   Poleć stronę  |  Zgłoś błąd  |  Kulisy serwisu
Co Jest Grane