
Koncertem Ala Jarreau w Sali Kongresowej rozpoczęła się wczoraj jubileuszowa 50. edycja festiwalu Jazz Jamboree.
Uroczystego otwarcia dokonali Roman Waschko i z taśmy liczącej pół wieku Leopold Tyrmand. Nie zabrakło też festiwalowego sygnału - "Swanee River" otwierającego Jazz Jamboree od zawsze. Tym razem słynny standard zagrał Jan "Ptaszyn" Wróblewski.
Potem scenę objął we władanie Jarreau, geniusz jazzowej wokalistyki. Gościliśmy go w tym samym miejscu półtorej dekady temu. Ci, którzy słuchali go wówczas, przeżyli szok. Wczoraj na scenie pojawił się przygarbiony, z trudem poruszający się starszy pan. Jednak jego głos zabrzmiał czysto i dźwięcznie. Cztery oktawy, balansowanie od szeptu po soulowy czad. Brawurowe "Take Five", energetyczne "Mas Que Nada", chimeryczne, kompletnie nieballadowe "My Funny Valentine". Wszystkie te interpretacje wieńczyła owacja, często na stojąco. To był dwugodzinny udany prolog "Dżemborki", która trwać będzie do 7 grudnia.
Źródło: Piotr Iwicki, Gazeta Wyborcza Stołeczna





















