
Eldo - Nie pytaj o Nią: bez misji, ale z przesłaniem
okładka albumu
Jeśli ktoś oczekiwał od Eldoki, że na piątej solówce nagle zmieni się w hedonistycznego, zimnego skurwiela i porzuci swój klasycznie hiphopowy sznyt, może odpuścić sobie czytanie dalszej części recenzji. "Nie pytaj o Nią" to album, na którym znalazło się miejsce na eksperymenty, ale zarazem album, jakiego po Eldo można się było w pełni spodziewać. I to wcale nie jest zarzut!
Eldo "Nie pytaj o Nią", My Music
W stu procentach warszawski, w stu procentach polski, w pełni autentyczny i bezkompromisowy, a ponadto całkowicie oddany hip hopowi - taki jest Eldo na "Nie pytaj o Nią". Z dozą dystansu, pasją w głosie i bez mentorstwa. Pewny siebie i wyzwanych racji, co za tym idzie wiarygodny i autentyczny, bo w nowych kawałkach słyszymy tak naprawdę to wszystko, do czego Leszek nas już przyzwyczaił.
Są odniesienia do historii Warszawy i tutejszych bohaterów ("to ulice, po których chodziły legendy, od Wiecha, Tyrmanda, Brychczego do Deyny"), w wielu numerach Eldoka przypomina klasyków hip hopu (symboliczne są przede wszystkim piękne "Gdyby nie Ty" oraz "Ty i Ty..."), w ziemię wbija utwór dedykowany Polsce "Nie pytaj o nią" z wersami, które na długo zapamiętamy: "Nasz wspólny obowiązek i troska, jej dzieci to ja i Ty, ale i ćpuny na dworcach, mówią o niej bzdury, nas nic przekona, a póki my żyjemy żyje ona". Wyskakującym z lodówki gwiazdkom tabloidów i seriali przydałoby się kilka seansów z "Miasto gwiazd", chociaż czy zrozumieliby przekaz zawarty w tym kawałku mam pewne wątpliwości. Podsumowując jednym zdaniem warstwę tekstową, można ograniczyć się w zasadzie do jednego słowa - szacunek! I nie trzeba wcale być urodzonym warszawiakiem ani fanem hip hopu z początków lat 90., by w pełni docenić słowa rapera. Potrzeba jest trochę wyobraźni, wrażliwości i otwarcia na trudne, bolesne, podane często w ironiczny sposób zdania.
Mały niedosyt pozostawia warstwa muzyczna, ale tylko na drugiej połowie albumu. Pierwszą zdominowały fantastyczne, lekko eksperymentalne, połamane produkcje Zjawina oraz klasyczne brzmienie wciąż rozwijającego swój warsztat Szczura. Dalej dostajemy niestety trochę przynudzające i przypominające najgorsze momenty z ostatniego Grammatika bity Donde, który odstaje tu od reszty. Na szczęście nie wpływa to znacząco na poziom ogólny materiału, bo to właśnie na jednej z jego produkcji ("Twarze") świetne gościnne zwrotki dają Diox i Hades - de facto jedyni goście na tym krążku.
Muzyka to co prawda nie szkoła, ale za swój nowy krążek Eldo w pełni zasłużył na świadectwo z czerwonym paskiem. Mając zapewne świadomość, że krytyków już nigdy nie przekona do swojej twórczości, nagrał płytę, która niby nie odkrywa nic nowego, ale może być w pełni jego raperską wizytówką. Inteligentny, dojrzały hip hop, w którym jest miejsce na refleksje, wspomnienia, gorycz, ale też dużo dumy, cwaniactwa i nadziei.
Andrzej Cała
Przeczytaj inne recenzje:
* People Under the Stairs - FUN DMC
* Jazzanova - Of All The Things
* Ludacris - Theater of the Mind












