
Kyst, fot.myspace zespołu
O debiutanckiej płycie, europejskiej trasie koncertowej i wzięciu spraw we własne ręce rozmawiamy z Tobiaszem Bilińskim i Adamem Byczkowskim z zespołu Kyst.
Skąd się wziął Kyst?
Tobiasz Biliński: Z Norwegii, a dokładnie z małego miasteczka Halden, w którym przez rok mieszkałem i pogrywałem z tamtejszymi muzykami. Jednak gdy wróciłem do Sopotu, zespół powstał na nowo. W zasadzie moglibyśmy występować pod inną nazwą.
Skandynawskie klimaty Wam się znudziły?
TB: Nasza muzyka ciągle się zmienia. Czasem nawet z koncertu na koncert. Na epce "Tar" graliśmy mrocznie, zimno, pesymistycznie, ale teraz ten klimat nam nie pasuje.
Na debiutanckim "Cotton Touch" czuć aż letnie rozleniwienie.
Adam Byczkowski: Chcieliśmy, aby nasza muzyka stała się bardziej zwiewna i ciepła, ale wciąż trochę nostalgiczna. Ja jestem typem lirycznym i czerpię inspirację z obserwowania natury. Tobiasz to melancholik. W efekcie na "Cotton Touch" trafiło jedenaście utworów pełnych kontrastów. Maciek Cieślak ze Ścianki, który bardzo sobie chwali naszą muzykę, powiedział, że to najbardziej sopockie dźwięki, jakie słyszał. Według nas ta płyta jest po prostu ładna.
Cieślak to nie jedyne głośne na polskiej scenie alternatywnej nazwisko związane z Waszym debiutem.
AB: Wszystko zaczęło się do Michała Bieli (Kristen, Ścianka), który był moim sąsiadem. Kiedyś rozmawialiśmy o muzyce i okazało się, że lubimy podobne dźwięki, więc zaczęliśmy grać we trójkę jako Small Things. Na jednym z koncertów pojawił się Cieślak, któremu nasza muzyka strasznie się spodobała i zaproponował nam pomoc w nagraniu i produkcji debiutu Kyst w swoim warszawskim studiu. Okazało się, że niedaleko salę prób mają Mitch&Mitch i Macio Moretti często wpadał na sesję. Gdy raz mieliśmy problem z dograniem partii bębnów do jednego utworu, po prostu usiadł za perkusją i zagrał. Tomka Ziętka (Pink Freud, Loco Star) poznaliśmy natomiast na jakimś koncercie i poprosiliśmy o zagranie na trąbce na płycie.
Wasza muzyka jest unikalna na polskiej scenie, ale w Stanach nie od dziś podobne kapele przecierają muzyczne szlaki. Bacznie obserwujecie trendy w alternatywie?
TB: Tak naprawdę, to nie obchodzą nas muzyczne mody. Już pierwsze nasze kawałki miały być przede wszystkim jak najbardziej osobiste i intymne. Czasem brzmi to może trochę młodzieńczo i niewinnie, ale przynajmniej szczerze.
Ale chyba słuchacie innych zespołów.
AB: Całą masę. Z polskich kapel najbardziej inspiruje nas Kristen i Ścianka. Bardzo lubimy też Tortoise, Jackie-O-Motherfucker, AU czy Microphones. Ludzie nawet nam wypominają, że jesteśmy polską zrzyną z tych ostatnich. Ale dla nas to tylko komplement. Słuchamy głównie amerykańskiej muzyki - od folku, przez rockową awangardę po free-jazz.
Na płycie słychać wiele instrumentów. Jesteście multiinstrumentalistami?
TB: Ja zaczynałem od profesjonalnej nauki gry na pianinie, ale w Kyst gram na perkusji i gitarze, na których uczyłem się grać metodą prób i błędów. Adam natomiast kilka lat uczył się gry na klasycznej gitarze w szkole muzycznej. Wychodzimy z zasady, że jeśli umiesz grać na jednym instrumencie, to prędzej czy później zaczniesz na następnym. Dlatego na koncertach często zamieniamy się instrumentami i improwizujemy. Oprócz tego używamy całej masy przeszkadzajek, grzechotek i cymbałków. Trąbka i wiolonczela pojawiają się na płycie gościnnie i na żywo nie zawsze będą.
Wyróżniacie się jeszcze jednym - nie dość że własnym nakładem wydaliście debiutancka płytę, to jeszcze zorganizowaliście sobie europejską trasę koncertową. Jak to się robi?
TB: Dziwią mnie narzekania młodych, polskich kapel na brak promocji, koncertów czy niemożność debiutu. Recepta jest jedna - trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i zanurzyć się w Internet. Ja spędzam po parę godzin dziennie przed komputerem - nawiązuję kontakty z innymi muzykami i klubami i ciągle wysyłam promo Kyst, gdzie tylko się da. Wszystkie działania spina nasz net-label Gingerbread Records. Jednak jeśli ktoś nie ma pasji i nie gra interesującej muzyki, to nic nie zrobi - ani nie poruszy słuchaczy, ani nie zaciekawi menadżerów klubów.
Gdzie będzie można Was zobaczyć w najbliższym czasie?
AB: Do 13 lutego odwiedzimy Gdańsk, Poznań, Warszawę, Łódź, Kraków i Wrocław. Do końca miesiąca zagramy też osiem koncertów w Europie, m.in. w Pradze, Dreźnie, Brukseli, Berlinie czy Hamburgu. Chcemy też zainteresować zagraniczne wytwórnie i media naszą płytę, więc wyślemy kilka egzemplarzy do redakcji The Wire czy Pitchfork. A w maju ruszamy w kolejną trasę, tym razem po Wielkiej Brytanii.
Posłuchaj: www.myspace.com/kystband
Łukasz Stafiej / lukasz.stafiej@gmail.com
Tobiasz Biliński: Z Norwegii, a dokładnie z małego miasteczka Halden, w którym przez rok mieszkałem i pogrywałem z tamtejszymi muzykami. Jednak gdy wróciłem do Sopotu, zespół powstał na nowo. W zasadzie moglibyśmy występować pod inną nazwą.
Skandynawskie klimaty Wam się znudziły?
TB: Nasza muzyka ciągle się zmienia. Czasem nawet z koncertu na koncert. Na epce "Tar" graliśmy mrocznie, zimno, pesymistycznie, ale teraz ten klimat nam nie pasuje.
Na debiutanckim "Cotton Touch" czuć aż letnie rozleniwienie.
Adam Byczkowski: Chcieliśmy, aby nasza muzyka stała się bardziej zwiewna i ciepła, ale wciąż trochę nostalgiczna. Ja jestem typem lirycznym i czerpię inspirację z obserwowania natury. Tobiasz to melancholik. W efekcie na "Cotton Touch" trafiło jedenaście utworów pełnych kontrastów. Maciek Cieślak ze Ścianki, który bardzo sobie chwali naszą muzykę, powiedział, że to najbardziej sopockie dźwięki, jakie słyszał. Według nas ta płyta jest po prostu ładna.
Cieślak to nie jedyne głośne na polskiej scenie alternatywnej nazwisko związane z Waszym debiutem.
AB: Wszystko zaczęło się do Michała Bieli (Kristen, Ścianka), który był moim sąsiadem. Kiedyś rozmawialiśmy o muzyce i okazało się, że lubimy podobne dźwięki, więc zaczęliśmy grać we trójkę jako Small Things. Na jednym z koncertów pojawił się Cieślak, któremu nasza muzyka strasznie się spodobała i zaproponował nam pomoc w nagraniu i produkcji debiutu Kyst w swoim warszawskim studiu. Okazało się, że niedaleko salę prób mają Mitch&Mitch i Macio Moretti często wpadał na sesję. Gdy raz mieliśmy problem z dograniem partii bębnów do jednego utworu, po prostu usiadł za perkusją i zagrał. Tomka Ziętka (Pink Freud, Loco Star) poznaliśmy natomiast na jakimś koncercie i poprosiliśmy o zagranie na trąbce na płycie.
Wasza muzyka jest unikalna na polskiej scenie, ale w Stanach nie od dziś podobne kapele przecierają muzyczne szlaki. Bacznie obserwujecie trendy w alternatywie?
TB: Tak naprawdę, to nie obchodzą nas muzyczne mody. Już pierwsze nasze kawałki miały być przede wszystkim jak najbardziej osobiste i intymne. Czasem brzmi to może trochę młodzieńczo i niewinnie, ale przynajmniej szczerze.
Ale chyba słuchacie innych zespołów.
AB: Całą masę. Z polskich kapel najbardziej inspiruje nas Kristen i Ścianka. Bardzo lubimy też Tortoise, Jackie-O-Motherfucker, AU czy Microphones. Ludzie nawet nam wypominają, że jesteśmy polską zrzyną z tych ostatnich. Ale dla nas to tylko komplement. Słuchamy głównie amerykańskiej muzyki - od folku, przez rockową awangardę po free-jazz.
Na płycie słychać wiele instrumentów. Jesteście multiinstrumentalistami?
TB: Ja zaczynałem od profesjonalnej nauki gry na pianinie, ale w Kyst gram na perkusji i gitarze, na których uczyłem się grać metodą prób i błędów. Adam natomiast kilka lat uczył się gry na klasycznej gitarze w szkole muzycznej. Wychodzimy z zasady, że jeśli umiesz grać na jednym instrumencie, to prędzej czy później zaczniesz na następnym. Dlatego na koncertach często zamieniamy się instrumentami i improwizujemy. Oprócz tego używamy całej masy przeszkadzajek, grzechotek i cymbałków. Trąbka i wiolonczela pojawiają się na płycie gościnnie i na żywo nie zawsze będą.
Wyróżniacie się jeszcze jednym - nie dość że własnym nakładem wydaliście debiutancka płytę, to jeszcze zorganizowaliście sobie europejską trasę koncertową. Jak to się robi?
TB: Dziwią mnie narzekania młodych, polskich kapel na brak promocji, koncertów czy niemożność debiutu. Recepta jest jedna - trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i zanurzyć się w Internet. Ja spędzam po parę godzin dziennie przed komputerem - nawiązuję kontakty z innymi muzykami i klubami i ciągle wysyłam promo Kyst, gdzie tylko się da. Wszystkie działania spina nasz net-label Gingerbread Records. Jednak jeśli ktoś nie ma pasji i nie gra interesującej muzyki, to nic nie zrobi - ani nie poruszy słuchaczy, ani nie zaciekawi menadżerów klubów.
Gdzie będzie można Was zobaczyć w najbliższym czasie?
AB: Do 13 lutego odwiedzimy Gdańsk, Poznań, Warszawę, Łódź, Kraków i Wrocław. Do końca miesiąca zagramy też osiem koncertów w Europie, m.in. w Pradze, Dreźnie, Brukseli, Berlinie czy Hamburgu. Chcemy też zainteresować zagraniczne wytwórnie i media naszą płytę, więc wyślemy kilka egzemplarzy do redakcji The Wire czy Pitchfork. A w maju ruszamy w kolejną trasę, tym razem po Wielkiej Brytanii.
Posłuchaj: www.myspace.com/kystband
Łukasz Stafiej / lukasz.stafiej@gmail.com













