
Late Of The Pier: Tylko trochę cierpliwości [wywiad]
Late of the Pier - mat.prasowe
Late Of The Pier zagrali pierwszego dnia festiwalu Open'er na scenie namiotowej.
Kluczem do waszej muzyki jest eklektyzm. Nie byłoby łatwiej grać utwory, które od początku do końca utrzymane byłyby w jednym stylu?
- Na pewno łatwiej. Ale jak nudno. Doprawdy nie wiemy, jak inne zespoły mogą grać przez kilka lat dokładnie taką muzykę. Nie chcemy przez to powiedzieć, że nie szanujemy formacji, które wypracowały sobie jakiś styl i się go konsekwentnie trzymają, ale to nie dla nas. Nas dużo bardziej bawi koncepcja muzyki jako tygla, w którym mieszają się najróżniejsze inspiracje, koncepcje, style i pomysły. Dużo bardziej inspirujące jest dla nas zderzanie ze sobą czasem zupełnie sprzecznych gatunków i sprawdzanie, co z tego wyniknie. To czasem może sprawiać wrażenie, że kpimy sobie z konwencji, że to jeden wielki pastisz. Może coś w tym jest, ale nie do końca. To raczej realizacja idei dekonstrukcji na gruncie muzyki.
Słyniecie też z niezwykle energetycznych koncertów...
No tak, ktoś musi podtrzymywać tą tradycję. Przez ostatnie lata modne stało się granie koncertów bez ruchu, bez uśmiechu, bez żadnej energii. Zupełnie nam to nie pasuje. Kiedy zaczęliśmy chodzić na koncerty, jakieś sześć, siedem lat temu, naszą uwagę zawsze najbardziej zwracały zespoły, których członkowie podczas występów na żywo biegali po suficie. To było właśnie to. Po to chodziło się na koncerty. Kiedy sami zaczęliśmy grać, nawet nie musieliśmy się nad tym specjalnie zastanawiać. Od razu było dla nas jasne, że sami chcemy występować na żywo tak, jak nasi idole z młodości - dawać z siebie wszystko. Więc dajemy!
Wasza debiutancka płyta ukazała się już dość dawno temu. Kiedy można się spodziewać jakichś nowych nagrań?
- Ostatni rok był dla nas bardzo pracowity, jeśli chodzi o koncerty. Okazało się, że nasza muzyka podoba się ludziom w różnych częściach świata, więc jeździliśmy i graliśmy tak dużo, jak tylko się dało: Europa, Stany Zjednoczone - wszędzie, gdzie ludzie na nas czekali. Ostatnio postanowiliśmy jednak trochę przystopować i zająć się pisaniem nowego materiału. Stwierdziliśmy, że najlepiej będzie spróbować cofnąć się w czasie: zapomnieć o tych wszystkich trasach, wywiadach, zdjęciach na okładkach różnych pism i wrócić do tych momentów, kiedy siedzieliśmy razem w naszej sypialni i wymyślaliśmy nasze pierwsze utwory. I tak właśnie powstaje nasza nowa płyta: bez żadnych obciążeń, bez żadnej presji. Po prostu kilku dobrych kumpli robi to, co najlepiej potrafi. Mamy już połowę piosenek. Następne powstają dość szybko. Więc prosimy - jeszcze tylko trochę cierpliwości.
Rozmawiał Przemysław Gulda













