
Arctic Monkeys: trafieni przez piorun [wywiad]
Arctic Monkeys,fot.Domino Rec
Brytyjska grupa Arctic Monkeys to największa gwiazda pierwszego dnia festiwalu Open'er.
Przyjechaliście do Trójmiasta dość wcześnie - dzień przed festiwalem, czy mieliście czas na zwiedzanie miasta?
- Żartujesz? Nie było szans! Dotarliśmy dopiero o czwartej nad ranem. Dobrze, że o to pytasz, bo musimy się komuś poskarżyć na nasz los - ta podróż to był prawdziwy koszmar. Jechaliśmy z Londynu autobusem...
Właśnie, czemu autobusem? Przecież nie jesteście w trasie, mogliście przylecieć samolotem.
- Jakby to powiedzieć... Musimy się przyznać: nie lubimy latać. Trochę się boimy. Więc, jak tylko się da, wolimy jeździć autobusem. Poza tym w autobusie zwykle jest dobra zabawa. Zwykle. Tym razem było jednak inaczej.
Co się stało?
- Nie uwierzysz. Mieliśmy tyle złych przygód, że to brzmi jak historia z głupiego filmu. Najpierw, właściwie zaraz za Londynem, popsuła nam się klimatyzacja. Na szczęście udało się ją szybko naprawić. Niestety potem, w Niemczech, autobus popsuł się nam zupełnie, musieliśmy zamienić go na inny. A potem - to jest najlepsze w tej historii - trafił w nas piorun!
Piorun? To cud, że w ogóle żyjecie!
- To prawda. Mielibyście czego żałować - publiczność festiwalu Open'er to pierwsi ludzie w świecie, którzy mają okazję posłuchać naszych najnowszych utworów. Nasz czwartkowy koncert to pierwszy raz, kiedy gramy na żywo kilka piosenek z najnowszej płyty.
Tym bardziej cieszymy się, że udało wam się dotrzeć. W zasadzie dopiero co wyszliście ze studia nagraniowego. Jak się pracowało nad nowym materiałem?
- Bardzo komfortowo.
A nie czuliście presji w związku z tym materiałem? Zamilkliście na dłuższy czas, oczekiwania krytyków i publiczności są bardzo duże...
- Nie, zupełnie nie. Wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy mieliśmy naprawdę bardzo spokojną sytuację podczas nagrywania. Mieliśmy dużo czasu, spory budżet, mogliśmy sobie pozwolić na różne poszukiwania i eksperymenty.
Na przykład nagrywanie w Stanach Zjednoczonych...
- No właśnie. Chcieliśmy tym razem osiągnąć trochę inne brzmienie niż na pierwszych dwóch płytach i uznaliśmy, że praca za Oceanem z amerykańskim producentem będzie znakomitym sposobem, żeby uzyskać taki rezultat.
Udało się?
- Tak, w pełni. Jesteśmy bardzo zadowoleni.
Co teraz? Płyta ukazuje się w sierpniu. Zagracie potem jakaś dużą trasę koncertową?
- Pewnie tak, choć na razie jeszcze nic nie wiadomo. Na razie gramy na kilku festiwalach, lecimy do Stanów na mini-trasę, potem wystąpimy jeszcze u siebie na festiwalach w Reading i Leeds. A regularna trasa - pewnie jesienią.
Przemysław Gulda, Kasia Rogalska
realizacja wideo: Dominika Podczaska













