
fot. MySpace artysty
Kilka tygodni temu spore poruszenie wywołały informacje, które w swojej książce podał James "Tappy" Wright. Wynikało z nich, że menedżer Jimiego Hendrixa przyznał się do zabójstwa gitarzysty. Wright nie poprzestaje na tych doniesieniach - jego zdaniem Michael Jeffery był przyzwyczajony do zabijania.
Wright, który towarzyszył Hendrixowi podczas tras koncertowych, był podobno jedynym świadkiem tego, jak Jeffery przyznał się do zamordowania legendarnego gitarzysty. W swojej książce "Rock Roadie" napisał, co podobno pod wpływem alkoholu powiedział mu menedżer Hendrixa:
Na tym jednak nie kończą się doniesienia Wrighta. Były współpracownik Hendrixa napisał, że Jeffery był agentem tajnych służb i "nigdy nie zapomniał swojego szkolenia". Jeffery powiedział podobno:
Powodem, dla którego Jeffery miałby zabić Hendrixa, było to, że obawiał się, że gitarzysta przygotowuje się do znalezienia nowego menedżera - umowa Jeffery'ego z muzykiem kończyła się w grudniu 1970 r. (Hendrix zmarł we wrześniu 1970 r.).
Jeffery przez wiele lat unikał też płacenia podatków i wpadł w olbrzymie długi, kiedy musiał zapłacić karę. Pożyczał pieniądze od swoich pracowników, a przychody, jakich dostarczał mu Hendrix, do czasu wygaśnięcia umowy podlegały ubezpieczeniu. Gdyby Jeffery nie otrzymywał części zysków muzyka do grudnia 1970 r., dostałby odszkodowanie.
Nie wiemy nic o tym, czy te sensacje wpłynęły znacznie na sprzedaż książki "Rock Roadie" Wrighta, w której opisane są także kulisy tras m.in. Elvisa, The Animals i Tiny Turner.
IB
- Musiałem to zrobić, Tappy. Rozumiesz, prawda? Dobrze wiesz, o czym mówię. (...) Byłem w Londynie z kilkoma starymi znajomymi tej nocy, kiedy zmarł Jimi. Poszliśmy do pokoju hotelowego Moniki i wsadztłem mu garść tabletek do ust. Potem wlałem mu do gardła kilka butelek czerwonego wina". (...) Musiałem to zrobić. Jimi był dla mnie wart dużo więcej martwy niż żywy. Ten sukinsyn chciał mnie zostawić. Gdybym go stracił, straciłbym wszystko.
Na tym jednak nie kończą się doniesienia Wrighta. Były współpracownik Hendrixa napisał, że Jeffery był agentem tajnych służb i "nigdy nie zapomniał swojego szkolenia". Jeffery powiedział podobno:
- Zapominasz, że są ludźmi, Tappy. Są tylko celami. Robi się ciężko dopiero wtedy, kiedy są blisko. W Północnej Afryce były takie momenty, kiedy musiałem się zakradać do ich namiotów i zabijać ich nożami, kiedy spali. Kiedy wciskało się ostrze, było słychać, jak bagnet ociera się o żebra. Zawsze był pisk i zgrzyt noża, który trafił na kość.
Powodem, dla którego Jeffery miałby zabić Hendrixa, było to, że obawiał się, że gitarzysta przygotowuje się do znalezienia nowego menedżera - umowa Jeffery'ego z muzykiem kończyła się w grudniu 1970 r. (Hendrix zmarł we wrześniu 1970 r.).
Jeffery przez wiele lat unikał też płacenia podatków i wpadł w olbrzymie długi, kiedy musiał zapłacić karę. Pożyczał pieniądze od swoich pracowników, a przychody, jakich dostarczał mu Hendrix, do czasu wygaśnięcia umowy podlegały ubezpieczeniu. Gdyby Jeffery nie otrzymywał części zysków muzyka do grudnia 1970 r., dostałby odszkodowanie.
Nie wiemy nic o tym, czy te sensacje wpłynęły znacznie na sprzedaż książki "Rock Roadie" Wrighta, w której opisane są także kulisy tras m.in. Elvisa, The Animals i Tiny Turner.
IB













