
Kazik - Silny Kazik pod wezwaniem: Kolejna poprawna płyta z coverami
Silny Kazik Pod Wezwaniem - okładka płyty
Z Kazikiem Staszewskim jest jeden dość zasadniczy problem - jest go za dużo. Nie ma większego sensu wymienianie wszystkich zespołów, projektów, dokonań solowych tego Pana, wszyscy je lepiej lub gorzej znamy. O brak aktywności lidera Kultu na pewno posądzić nie można. Pytanie tylko, czy ilość przekłada się na jakość? Siedzę i myślę sobie, kiedy ostatnio dane mi było usłyszeć chociaż jedną, bardzo dobrą płytę, na której wokalnie udzielał się Kazimierz. Siedzę, myślę i nic.
"Silny Kazik pod wezwaniem" owych dość smutnych statystyk niestety nie poprawia. Kolejna poprawna (i tylko poprawna!) płyta z coverami, utrzymana w "biesiadno - pijacko - knajpianej" stylistyce, wrażenie może robić tylko na najtwardszych fanach twórczości Staszewskiego. Na przeróbki trafiły tym razem nagrania, istniejącej na przełomie lat '60 i '70 zawadiackiej i nieco zapomnianej dzisiaj kapeli pod nazwą "Silna grupa pod wezwaniem", kierowanej przez Kazimierza Grześkowiaka i Tadeusza Chyłę. Kto zna, ten wie o co chodzi, kto nie zna, poznać powinien. Twórczość grupy oscylowała między kompletnym jajcarstwem, poważną, choć oczywiście pełną dystansu, analizą społeczną oraz żartobliwym opisem ludzkich zachowań i ułomności. Trzeba przyznać, że Kazik ten specyficzny klimat przerobił na współczesne warunki dość udanie. Zachował ducha Silnej grupy dodając do tej układanki własne elementy, które ciekawie wpasowały się w całość brzmienia. Przeważają, jak już wcześniej wspomniałem, piosenki o typowo knajpiarskim klimacie. "Moja dzieweczka", "Piwko" czy "Chłop żywemu nie przepuści", to dobitne tego przykłady. Jednak żeby nie było zbyt jednostajnie i przewidywalnie, pojawiają się też kawałki z innej beczki. Jest rozpędzony, punkowy niemal "Odmieniec", jest singlowa, nazwijmy to "ballada" - "Mariola", awangardowa "Rozprawa o Robokoach" czy smutne i pełne zadumy "Wiedźmy". Wielkim nieporozumieniem jest niestety znana już z projektu KNŻ pieśń "W południe". Jej lekka i bezpłciowa wersja nie umywa się do znakomitej, transowej i klimatycznej siostry z "Las Maquinas de la Muerte". Ale to na szczęście jedyna większa wpadka Kazika.
Mamy zatem na tej płycie różnorodność, ciekawe aranżacje, dowcipne, inteligentne teksty i melodie w sam raz do śpiewania po paru głębszych. Tylko co z tego, skoro album po trzech, czterech przesłuchaniach zwyczajnie nudzi? Sentymentalna podróż w przeszłość staje się jedynie ciekawostką, którą warto było poznać, ale nie zatrzymywać się przy niej na dłużej. Covery mogą się podobać, ale wybitne na pewno nie są. Nie pozostają w pamięci na długo. Sam Kazik przyznaje, że jego zadaniem było przypomnienie szerszej publice dokonań Grześkowiaka oraz spółki. I to mu się na pewno udało. Na tyle, że zachęcam Państwa raczej do zapoznania się z oryginalnymi kompozycjami Silnej Grupy pod wezwaniem niż z ich Kazikowskimi odpowiednikami.
Kamil Downarowicz















